Czyżby nie było dobra?…

Masz problem z byciem dobrym człowiekiem? To jest takie trudne? Tak starać się i starać, a tu trach – i całe Twoje dobro diabli wzięli… No dobra, trzeba się otrzepać, zebrać w sobie. Dam radę. Jest ciężka praca, jest poprawa, jest pozytywne myślenie. A tu znów łuuup – jak nie walnie z drugiej strony. I po te zabiegi? Po co się męczyć? – Odpuszczam… Jak być dobrym, kiedy dookoła tyle zła?

Dobro i zło. Bóg i diabeł.

W głowie Bóg, w życiu diabeł.

Szukamy dobra, szukamy Boga. Szukamy dowodu jego istnienia. Żądamy dowodu jego istnienia. Proszę mi udowodnić, najlepiej na papierze – czarno na białym, że Bóg istnieje. Bardzo wielu bardzo mądrych już próbowało i ciągle próbuje. A z drugiej strony, ciekawe, że jakoś nikt nie żąda dowodu na istnienie diabła!?

Od czasu do czasu otrzymuję żądania, by udowodnić, że Metoda Silvy jest dobra. Najlepiej z Watykanu, potwierdzone notarialnie. I mógłbym setkami przytaczać opinie osób z nazwiska i imienia, które Metodą Silvy zmieniły swoje życie na lepsze, pomogły sobie w ciężkiej chorobie, stosują ją do rozwiązywania problemów i osiągania życiowych zamierzeń. Mógłbym przesyłać obszerne wyniki badań naukowych, pełne dokumentacje historii leczenia, i tak dalej… Wszystko na nic, bo Iksiński powiedział, że be. Wystarczy. No i jak udowodnisz, że dobra? Hę? Słucham. No jak? A widzisz – jest be. Ha.

To, że ktoś czegoś nie osiągnął. Komuś coś się nie udało. Ktoś popełnił błąd. Podwinęła się noga. Stoczył się. Oszukali, zgwałcili, zamordowali – to przemawia. Tak.

To przemawia, bo to tłumaczy, usprawiedliwia. Niepowodzenia, klęski, czarne myśli – wszyscy tak mają. Natomiast osiągnięcia życiowe dotyczą tylko nielicznych, wyjątkowych, jakichś innych ludzi, może nienormalnych wariatów nawet. Normalne jest zło, dobro nie jest normalne. Dobra zdaje się nie ma. Otwórz gazetę, włącz wiadomości, nie ma dobra… Po co więc twój wysiłek? Daj sobie spokój. Przecież wiesz jak to się skończy. Cała ta silva, cały ten optymizm, wszystko do bani. Lepiej nic nie robić, przynajmniej nie rozczarujesz się.

Po co masz szukać dowodu na istnienie diabła, skoro jest on tak prostym wytłumaczeniem?

Dobro wymaga pracy. Zawsze znajdziesz sobie mądrego diabła, by harówkę odpuścić. Wystarczy więc mały błąd, porażka i już pojawia się niezadowolenie, smutek, zły nastrój. Przychodzi zniechęcenie. Dobro łatwo ośmieszyć, zamknąć mu usta. Załatwione. Skoro nie ma dobra, zła nie ma potrzeby udowadniać, zło jest oczywiste. Po co komu sterty dokumentów na przedstawienie dowodu na słomiany zapał, tumiwisizm i inne dziadostwo? Przecież to logiczne.

Nie będziesz zatem zainteresowany dobrymi wiadomościami, nie będziesz zatem ich szukać, zatem ich nie znajdziesz, zatem ich nie ma. Śpij więc dobrze. Ups, może raczej źle?…

1 Komentarz

  1. Paulina

    Bardzo cenne przemyślenia 🙂 dziękuję

    Odpowiedz

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *