Dlaczego z wiekiem tracimy energię życiową?

Im jesteśmy starsi tym mamy mniej energii. Zacznę od takiej tezy. Jeśli jesteś już po 40-tce, to zapewne wiesz o czym mówię, znasz to. Doświadczasz na własnej skórze tego odczucia każdego dnia. Ileż to rzeczy już ci się nie chce. Nie masz ochoty, nie widzisz potrzeby, a nawet sensu. Lepiej zostać w domu, lepiej się nigdzie nie ruszać, a najlepiej w ogóle nie poruszać się.

Co zatem robisz? Siadasz w mięciutkim fotelu, papucie, kocyk, kawka, TV… Ciało ogarnia przyjemny bezruch. Pracują tylko mięśnie gałek ocznych, no i ten jeden, nieco nadużywany (ale przecież inaczej się nie da), odpowiedzialny za poziome i pionowe przemieszczanie się twoich opuszków palca po guzikach pilota. (Ktoś musi przecież pracować, by nie pracować mógł ktoś.) Wszelkie zaangażowanie fizyczne ograniczasz więc do minimalnej liczby ruchów i takiegoż samego włożonego weń wysiłku. Właściwie możemy stwierdzić, że od pewnego momentu życia zaczynasz swoje siły witalne coraz bardziej sobie cenić. Swoją energię życiową po prostu mądrze oszczędzasz.

Jestem u znajomych, którzy mają 6-letniego syna Andrzejka. Wycieczka rowerowa, jedziemy sobie spokojnie, by mały mógł za nami nadążyć, podziwiamy uroki przyrody. Wyrównujemy oddech podczas kolejnego postoju kontynuując miłą konwersację. A Andrzejek szaleje. Wyprzeda nas, wraca na koniec, po czym znowu zasuwa daleko do przodu, rzuca rowerek, by coś sprawdzić na poboczu, chwilę tam marudzi, my go mijamy, a on zaraz nas dogania i wyprzedza, i znowu zawraca, szybko pedałując w przeciwnym kierunku. I tak to wygląda przez cały czas, przez około 7 kilometrów. Dojeżdżamy do miasta, siadamy na ławeczkach, by odsapnąć, a Andrzejek? Tak, szaleje. Biega z jakimś patykiem, zbiera kamyki, kapsle, jeździ dookoła placu rowerkiem, wpada między strugi fontanny walcząc z nimi rączkami i nogami, goni się z innymi dziećmi, po paru minutach jest zupełnie mokry. Przerwa na przebranie i loda, którego konsumuje bezustannie chodząc w te i we w te. Wracamy. Andrzejek raz z przodu, raz z tyłu, raz równo z nami itd. Po drodze zostawiamy go, ma trening karate, godzinę. Znowu jest całkowicie mokry. W domu już, najpierw buduje coś z klocków, wpada do ogrodu i tam jakiś czas ma zajęcie, wraca, jeździ samochodzikiem po podłodze, buduje dla niego garaż, biega co rusz na piętro do swojego pokoiku, coś robi, zanosi, odnosi, zagaduje dorosłych… Szaleje. Odwiedza go kolega. Teraz to dopiero szaleją we dwóch. 1+1 nie równa się 2, tylko 4!… Andrzejek powinien iść już spać jest 20:00, ale udaje mu się przeciągnąć do grubo po 21:00… W końcu pada.

Wiele szczegółów darowałem Ci Dorosły Czytelniku, by Ciebie nimi nie męczyć, ale na pewno uwierzysz mi, jak stwierdzę, że Andrzejek praktycznie od rana do wieczora coś robił. Jego aktywność była zdumiewająca. Ale to nie wyjątek, dzieci tak mają. Żadne tam ADHD, one są naturalnie tak żywotne. Pytanie, które samo się nasuwa, to skąd dzieci mają tyle energii??… A drugie pytanie, to co się dzieje z energią dorosłych? Dorośli padliby po dwóch godzinach takiego funkcjonowania, jak nieżywi. Jak to jest, że dzieci mają energię praktycznie niewyczerpywalną, a dorośli tracą ją tak szybko? Dlaczego z wiekiem mamy coraz mniej energii życiowej?

Po głębszej analizie doszedłem do wniosku, że to nieprawda. Energię, niekończącą się energię, mamy przez całe życie. Stale jest w zasięgu naszej ręki do dyspozycji. Ale po prostu z niej nie korzystamy. Dlaczego? Bo nam się nie chce! „Oj, żeby mi się chciało, jak mi się nie chce”! – znasz to? Bo jeśli nam się coś zachce, to zobacz, energia pojawia się niewiadomo skąd! Z czasem jednakże gdzieś nam się zapodziewa to piękne dziecięce chcenie. Tłumimy w sobie spontaniczność i radość życia. Nie chce nam się angażować, bo już raz poparzyliśmy się. Nie chce nam się, bo nie wypada. Bo się zmęczymy, pobrudzimy, spocimy… A potem przychodzi taki moment, że żałujemy, że nam się nie chciało… Oj, żałujemy. Bardzo.

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *