Fabryka odzieży używanej, czyli efekt facebo

Tak, znalazłem taki anons, podpisany: „producent odzieży używanej”. Ale, ale, właśnie, czyż to nie genialny pomysł?… Po pierwsze: używane, znaczy tańsze, a tańsze jest ostatnio w modzie, zatem po drugie: modne. Idźmy dalej – używane, to trochę znoszone, a więc bardziej wygodne, czyli nie dość, że tanie i modne, to jeszcze wygodne. Ale to nie wszystko! Używana odzież, kojarzy się z odzieżą zagraniczną, a zagraniczna (odzież), wiemy, że lepsiejsza niż nasza (odzież). I osiągamy szczyt marzeń: tańsze i lepsze w jednym – zdawałoby się, że to się wyklucza, a tu taka niespodzianka! Poza tym wszystkim, fabryka odzieży używanej, to absolutna nowość na rynku. Zatem, zobacz, kolejne zaskoczenie: tańsze, bo używane, a jednak totalnie nowe, nawet, nie obawiajmy się tego powiedzieć na głos: awangardowe. Reasumując: zupełnie nowe, używane rzeczy, lepsze i modniejsze, zagraniczne i tańsze – po prostu można oszaleć z radości i ze szczęścia, ewentualnie zwariować. P.S. Nie do końca jednak pomysł świeży, bo kiedyś (młodzież może tego nie pamiętać) mieliśmy wynalazek równie błyskotliwy, nazywał się „pewex”, czyli „przedsiębiorstwo eksportu wewnętrznego”. Jak eksportować coś z jednego kraju do tego samego kraju, wymyślił najprawdopodobniej przodek producenta odzieży używanej.

Takich to idei dookoła nas jest ostatnio sporo, znacznie więcej, np. jeśli zmniejszymy ilość szpitali, to zmniejszą się kolejki do lekarzy. Jak to? A tak, że kiedy będzie mniej gabinetów – będzie mniej kolejek, liczba kolejek się zmniejszy – przecież to proste. Podrożeje woda, ale tylko (uwaga!) dla firm. Tak zwani „ludzie” płacić będą za swoją wodę bez zmian. Wiemy, że firmy wówczas podniosą ceny na towary i usługi, zatem za ich podwyżkę zapłacimy my, tak zwani „ludzie”, czyli jednak prawda – nie za swoją zużytą wodę będziemy płacić! – Co za szczęście… A’propos cen, akcyza za paliwo też ma wzrosnąć, ale dotyczy to tylko i wyłącznie tych osób, które jeżdżą samochodami (ewentualnie innymi pojazdami mechanicznymi na to paliwo właśnie, jak np. motocykle i traktory). Innymi słowy: spokojnie.

Dobra wiadomość dla różnej maści pomysłodawców w tym temacie, który nazywam „efektem facebo”, jest taka: sprzedawać wasze inicjatywy jest (i będzie) coraz łatwiej. Ludzie oddają wam, nasi drodzy (coraz bardziej drodzy), myślenie – w zamian za wasz gotowy produkt na życie i przeżycie. Dlaczego tak uważam, że coraz łatwiej? Bezmyślność jest już tak bardzo w cenie, że – choć to nie do wiary – ludzie kupują. Wystarczy im wskazać numer w katalogu, numer na liście wyborczej, czy wreszcie, numer konta bankowego i sugerowaną kwotę przelewu. Samodzielne myślenie jest niezwykle męczące i strasznie czasochłonne. W totalnej gmatwaninie informacji agresywnej jesteśmy coraz bardziej bezradni i zagubieni. Wyciąga się (w geście pomocy) do nas, całe mnóstwo bezinteresownych, bardzo czystych i bardzo pomysłowych (oraz pełnych bardzo logicznych argumentów) rąk.  A skąd nazwa efekt facebo? To nie dokończona nazwa symbolu fabryki myśli mocno używanych: „facebook”. Na pytanie: „facebo-„? Odpowiadamy: „-ok” – i mamy całość – facebo(ok) (zbieżność z placebo nie jest przypadkowa). Tutaj brak refleksji jest wręcz modelowy i wskazany. Na przykład, czy wiesz jak najszybciej ostudzić herbatę? Wejdź na fejsa, a za chwilę herbata będzie zimna! A refleksję, medytację i relaksację zostaw na ten czas innym, bardziej upoważnionym do tych czynności fabrykom.

P.S. No i proszę, udało się! – Ani razu w tekście nie użyłem słowa „umysł”. Brawo ja!…

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *