Wielkie cele a stan umysłu (wojny światów)

Podnoś sobie poprzeczkę wysoko, coraz wyżej; miej ambitne plany; równaj do najlepszych; każdego roku niech Twoja skuteczność wzrasta przynajmniej o dwadzieścia procent; zaciskaj pięści i zagryzaj zęby choćby nie wiem co – nie ma, że się nie da; możesz być najlepszy na świecie, ale musisz w to uwierzyć; wielkie cele przed Tobą, tylko pamiętaj – zwycięzcy nigdy się nie poddają… – Te i tym podobne nawoływania często wykorzystują różnej maści trenerzy, czy menedżerowie. Wszystko dobrze, kiedy Tobie z tym do twarzy, kiedy w pędzie po szczeblach kariery czujesz się jak ryba w wodzie, kiedy cierpisz na chroniczny głód adrenaliny, lub jesteś pracoholikiem.

Ale na dłuższą metę, to zamknięty, szalony krąg. Wystarczy co rok podnosić normę tylko o dziesięć procent i już po dziesięciu latach musisz robić o sto sześćdziesiąt procent więcej niż wcześniej. A widzisz, można!? Wystarczy wstawać dwie godziny wcześniej i dwie godziny później chodzić spać, przestać wysiadywać w kawiarni, czy załatwiać w czasie pracy swoje prywatne sprawy. Poznasz takie osoby po pergaminowym kolorze skóry, oczach bez wyrazu oraz braku poczucia humoru. Poznasz po wrzodach na żołądku w wieku 29 lat, nerwicy w wieku 32, pierwszym zawale zaraz po 40-tce i problemach z zasypianiem od zawsze. Będą świetnie zarabiać i nie będą mieli kiedy tymi pieniędzmi się nacieszyć. Bo cele są wielkie i muszą być coraz większe…

W latach PRL, kiedy to telewizję satelitarną posiadało kilkanaście osób w całym kraju, sąsiad mojego znajomego, bo stać go było, zażyczył sobie firmę, która miała mu wszystko zainstalować jak trzeba. Przyjechali, pomierzyli, wyliczyli i przedstawili ofertę. Sąsiad zapoznał się, pokiwał głową nad ceną, podumał i zapytał z wyraźną irytacją w głosie: A antena satelitarna to musi być od podwórka??? – Tak. – Jeśli tak, to ja nie chcę. I wygonił towarzystwo. – Po cholerę mi antena, której nikt nie będzie widział?!

Jesteśmy ślepo zapatrzeni w świat zewnętrzny. W mega nagrody dla najlepszych, światła jupiterów, opadnięte szczęki, szlag trafiający sąsiadów, poklepanie po plecach prezesa, blichtr, konfetti… Mają widzieć inni, mają im gały wyłazić na zewnątrz z wrażenia. To uznanie innych, paradoksalnie, jest często ważniejsze dla nas od uznania nas samych. Potrzebujemy to uznanie ujrzeć w oczach innych, to tak naprawdę dla nich harujemy, dla nich wypruwamy żyły. Świat zewnętrzny nieustannie i bezlitośnie nas ocenia, dlatego też wpadamy w dwie skrajności: strach przed porażką i strach przed sukcesem. Presja i paraliż. To złe i to nie dobre. I tymi negatywizmami opatulamy się, żyjemy w nich i cierpimy. Podrywamy się – walczymy, padamy – drętwiejemy emocjonalnie. Znowu podrywamy ciało do ataku – itede. Coraz mniej nas cieszy, coraz silniejszych drinków potrzebujemy, by się rozluźnić, coraz większą widzimy przed sobą beznadzieję i pustkę…

Teraz spójrzmy na świat wewnętrzny. Jego charakteryzuje stałość i piękno. Obca mu euforia i desperacja. Sukces przyjmowany jest pogodnie, a porażka ze spokojem. Skrajności zostają na zewnątrz. Tutaj naprawdę niczego nie musisz. Nikt Ci nic nie każe. Z nikim nie walczysz. Nigdzie nie gonisz. Wielkie cele? Oczywiście, że tak, to tu jest właściwe miejsce dla nich, ale… inaczej. Cel nie jest celem dla celu. Wielki cel, misja życiowa są bardzo istotne – wiem dokąd zmierzam. Jednakże ważniejsza jest droga po której idziesz i Ty na niej. To stan umysłu który towarzyszy Ci w tym miejscu gdzie jesteś i w tym co aktualnie robisz, on jest kluczem do wszystkiego. Jaki stan umysłu towarzyszy Ci w Twojej pracy? W relacjach z ludźmi? W chwilach wyzwań życiowych? Potrafisz się zatrzymać, by zmienić stan umysłu na korzystniejszy? Świat wewnętrzny – to tutaj umysł spotyka się z sercem, to tutaj najlepiej się dogadują. Tutaj wojny świata zewnętrznego wyglądają groteskowo. Miotanie się z wypiętą klatą i naburmuszonym czołem tutaj, zupełnie tracą swoje znaczenie. Całe to spinanie się jest bezsensowne po prostu, kiedy przyglądasz się mu na ekranie wyobraźni świata wewnętrznego. Tutaj inne są priorytety, pojawiają się Twoje prawdziwe wartości i z większą siłą je odczuwasz. Może także zjawić się niewiadomo skąd, i przedstawić, Twój głęboko skrywany sens życia i życie może nabrać kolorów, o których nie miałeś pojęcia. Twój świat wewnętrzny od zawsze jest gotowy na Twoją jego eksplorację. To dopiero jest fascynująca przygoda. Możesz oczywiście się jej pozbawić, możesz nigdy tu nie dotrzeć, bo wcześniej padniesz w jakimś ekscytującym wyścigu donikąd. Na to, by dostać się do świata wewnętrznego, naprawdę nie trzeba jakieś strasznej kasy i to naprawdę niedaleko, ot na grubość powiek. Twoich.

8 Komentarzy

  1. Dorota Nawrotek

    Piękne 🙂 Dziękuję i pozdrawiam serdecznie, Marianie ! 🙂

    Odpowiedz
    1. Marian (Autor postu)

      🙂

      Odpowiedz
  2. Katarzyna

    No, z tymi powiekami na koniec to mocne…..:) Serdeczności.

    Odpowiedz
  3. Grzegorz

    Zgadzam się ze wszystkim!
    Pozdrawiam i dziękuję za inspirację 😉

    Odpowiedz
  4. Zouzi

    Dziękuję, tego potrzebowałam, właśnie teraz, właśnie dzisiaj. Ostatnie zdanie -mega.

    Odpowiedz
    1. Marian (Autor postu)

      🙂

      Odpowiedz
  5. Piotr K

    Super!!! sam to odkrylem po kolejnej ksiazce deprasyjnego robbinsa, grzesiaka, czy tam ferisa. Sztuka polega na tym ze nie jest tak latwo to wykasowac z glebokiej podswiadomosci, skoro bylo to nam wpajane tyle lat (uzaleznienie emocji od zewnetrznosci). Moj jedyny sposob to poprostu czeste wbijanie sobie tego do glowy tym samym narzedziem czyli ”mlotkiem”. Co jeszcze moze pomoc, a mi pomoglo, oswiecilo czy jak by to zwal inaczej: to stare, sprawdzone, genijalne, docenione, dziela geniuszy naszej , niedocenionej ostatnimi czasy, zachodniej cywilizacji. Nietsche, Sokrates, Mozart, Vermeer, Einstein i tak moglbym bez konca….. tu jest wszystko, i zawsze bylo: filozofia, kontemplacja, sztuka, teatr, opera, psychologia…iid itp nxX.. Zapomniane dziela geniuszy, dostepne wszedzie … Dziekuje Tobie tez Marianie ze mi to dzisiaj przypomniales! Moze nie o Sokratesie ale o filarach zdrowej psychiki!

    Odpowiedz
    1. Marian (Autor postu)

      cieszę się 🙂

      Odpowiedz

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *