Życie na pozór czyli oszukiwanie siebie

Na pozór wszystko jest OK. Praca, zdrowie, partner…  Na pozór – dla innych. Dla patrzących z boku. A i często na pozór dla nas samych. Budujemy świat pozorów. Uśmiechamy się – na pozór. Ubieramy – dla pozoru. Stosujemy, kolejną dietę – dla pozoru. Kupujemy kolejny gadżet – dla stworzenia pozorów… Bo jesteśmy na czasie. Bo jesteśmy wyluzowani. Jesteśmy mili i uprzejmi. Bo zachowujemy się zgodnie z czyimś wyobrażeniem, czy oczekiwaniem. Robimy coś, bo wypada, bo powinniśmy, bo chcemy kogoś zadowolić, bo inni widzą, albo co inni pomyślą… Żyjemy w absurdzie. Od czasu do czasu zastanawiając się, jak tak długo jeszcze wytrzymamy i dokąd to wszystko nas doprowadzi. I czasem nawet podejmujemy kroki, by coś zmienić – okazuje się, że… też pozorne.

Co robimy? Szukamy rozwiązania, szukamy pomocy. Może jakaś fachowa literatura? Może rozmowa z przyjacielem? Może jakiś kurs rozwoju osobowego? Coach?… No, coś nam świta, zaczynamy coś zauważać, rozumieć… Złapaliśmy dobrą energię. Jest entuzjazm. Jeszcze czujemy ciarki widząc dookoła las rąk, guru na scenie w świetle reflektorów i falujący w euforii tłum… Oblepiamy się kartkami z cudownymi afirmacjami. Trenujemy przysiady i pozytywne myślenie. Czujemy w sobie moc. Świat jest nasz. Jeszcze jeden dzień, jeszcze godzina, minuta, aż…

Aż wydarza się to coś, co zwykle i robimy, to co zwykle. Ogarnia nas poczucie bezsilności. Wszystko na nic. Tyle zainwestowanych pieniędzy, czasu i energii – i nic. Wraca koszmar z przeszłości. Wraca szara rzeczywistość. A nawet jest jeszcze gorzej niż było. Wszystko to bajki, to jedna wielka beznadzieja… Ale nie, nie dajemy po sobie poznać. Zatem, na pozór dalej jest wszystko OK. Praca, zdrowie, partner… Uśmiechamy się – na pozór. Ubieramy – dla pozoru. Otaczamy ludźmi i zabawkami – na pozór…

Znajoma była uczestnikiem konferencji dla kobiet. Generalnie, osoby już po różnych przejściach, zawirowaniach życiowych, rozwodach, uzależnieniach itp. Jesteśmy razem, dzielimy się doświadczeniem, wspieramy się, rozwijamy itd. Wspaniale, budująco. Wydrukowała ulotkę, zachęciła sporym rabatem i okrasiła hasłem: „Zapraszamy na SPA umysłu”, telefon kontaktowy i mejl do siebie. Rozdała 130 sztuk. Jak myślisz ile osób zareagowało? Dla ułatwienia dodam, że akcja była ściśle ukierunkowana, do ludzi otwartych, działających, poszukujących, ulotki przekazywane osobiście z ręki do ręki, kobieta kobiecie. Skuteczność takiej promocji, myślisz, powinna być wyższa, dajmy na to, że reakcja gdzieś na poziomie 15-20%, czyli ok. 25 osób powinno się zainteresować i przynajmniej dopytać o szczegóły? Nie trafione. Więcej, powiesz? Nie, mniej. Ile, no, przynajmniej 10? Już mówię: zero. Ani jedna kobieta nie zainteresowała się „SPA umysłu”.

To ciekawa informacja. Absolutny brak zainteresowania własnym umysłem. To, co te 130 osób tutaj robiło? Po co przyszły? Dla pozoru. Trochę, by zobaczyć, że inni też mają do bani, pogadać i poudawać, że się przecież coś robi. A może zdarzy się jakiś cud? Olśnienie? Transformacja? Prawda jest taka, że pierwszy krok do zmiany, to zainteresowanie swoim umysłem, zauważeniem go i zrozumieniem, że od niego wszystko zależy, od tego jak on funkcjonuje. I, że dopóki nie zajmiemy się pracą nad umysłem, nic się nie zmieni. Że wszystkie ruchy będą tylko pozorne i efekt żaden, ewentualnie możemy liczyć na załamanie, wylew lub depresję.

Kończąc, dodam, że ta informacja o braku zainteresowania własnym umysłem jest bardzo ważna. Bo wynik 0% w środowisku ludzi aktywnych, to wynik przerażający. Świadczy o tym, co się z nami stało. (Dla manipulatorów, to kapitalna wiadomość.) Pozornie jesteśmy społeczeństwem myślącym. Pozornie myślimy samodzielnie. Widać – tylko pozornie. Wygląda to tak, jakby ktoś miał kiepski program w komputerze do obróbki zdjęć i co wymyśla, by to zmienić? Pięknie odkurzył klawiaturę, wypucował ekran najnowszą ściereczką antystatyczną, a nawet poszedł jeszcze dalej i wymienił wentylator. I co? I nic. Tak, jak nie potrafił kadrować zdjęć, tak nie potrafi nadal. I nic się nie zmieni, póki nie zmieni programu na taki, który ma funkcję kadrowania. Jeśli nie zmienimy sposobu myślenia w danym zakresie, nic się w danym zakresie w naszym życiu nie zmieni. A narządziem służącym do „myślenia – zmiany myślenia” jest umysł. Nie oszukujmy się, że może coś innego. Jakie zatem programy-umiejętności czekają na wprowadzenie-zmianę? Wyciszanie umysłu. Relaksacja. Medytacja. Wyobraźnia. Uważność. Kreatywność. Otwartość. Intuicja…

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *