Czy na pewno chcesz sobie pomóc?

Wiesz, mam taki problem… – i tu słyszę szczegółowy opis problemu ze zdrowiem, który dotyczy mojej znajomej. – Jest świetny fachowiec pod Wrocławiem, może on ci pomoże, to specjalista, doktor nauk medycznych – zadzwoń, porozmawiaj, dowiedz się, a kto wie, może i tobie też coś poradzi mądrego!? – odpowiadam i sięgam po telefon, by znaleźć numer. – A… sama nie wiem – słyszę odpowiedź… Niedawno poleciłem pewnej osobie preparat na zagęszczanie włosów, który rewelacyjnie sprawdził się u kogoś innego. – Ale czy konkretnie na taki przypadek jak mój, też może być skuteczny? – dopytuje. Sprawdziłem i okazuje się, że to właśnie dokładnie taki przypadek. Przekazuję zatem tę fantastyczną wiadomość z powrotem, i co? – I nic, brak reakcji… Potrzebuję nauczyć się szybkiej i skutecznej metody relaksacji i redukcji stresu – słyszę od znajomego biznesmena. – Zapraszam na kurs Metody Silvy! – odpowiadam. On jednak nie przychodzi. Taka sytuacja z nim powtarza się średnio raz na rok, od kilku już ładnych lat… Itepe, itede…

  • Pytanie brzmi: czy na pewno chcemy sobie pomóc?
  • Odpowiedź brzmi: niekoniecznie…

Na pewno chcemy sobie ponarzekać. Narzekanie jest takie oczyszczające. Obwieszczamy światu jak to nam niedobrze, jaki wielki problem los nam zesłał, a świat, czytaj: nasz bliski znajomy, słucha. Słucha i pochyla się nad naszym problem. Staje się pełen współczucia, przejmuje się bardzo i użala się nad nami. I już nam lepiej, już nam lżej. I gdyby na tym użalaniu się ów znajomy zaprzestał, ale nie, on chce być jeszcze lepszy. On szuka dla nas ratunku, szuka rozwiązania naszego problemu. To taki naturalny odruch, ale jakże niepotrzebny! Bo nie w tym rzecz byśmy wysłuchiwali mądrych rad, nie o to chodzi. Zwykle rada kończy się tym, że teraz coś powinniśmy zrobić, a “zrobić” jest naszym największym wrogiem. “Zrobić” jest niebezpieczne, może wiązać się z “załatwić sprawę”, a co za tym idzie – stworzy nam pustkę, unicestwi naszego najlepszego przyjaciela: “narzekanie”.

Przyroda nie lubi pustki. Jeśli było coś, a myśmy to coś usunęli, to musimy w miejsce tego czegoś czym prędzej włożyć coś innego. Sytuacja utraty powodu do narzekania, tworzy potrzebę stworzenia nowego powodu do narzekania. Możemy też powiedzieć, że problemem staje się wtedy brak problemu. Zatem przyroda/natura/wszechświat działa i “coś” się wydarza. To może być np. przeziębienie, skręcona noga, awaria pralki, czy deszcz na urlopie w Chorwacji, gdzie od 100 tygodni nie spadła kropla wody. Ale “coś” być musi.

Jeśli więc chcesz komuś pomóc, możesz stać się jego największym wrogiem, jego niewygodnym “zrobić”. Nie dość, że sprawa staje się potencjalnie do załatwienia, to odpowiedzialność spada na niego samego, a to nie jest ani fajne, ani komfortowe. Burzysz jego dobre złe samopoczucie. Włazisz z butami, nieproszony, w jego poukładane życie. To co z tego, że chcesz dobrze – a skąd wiesz co dla kogoś znaczy “dobrze”?! A może on wcale nie życzy sobie twoich serdecznych rad? Okazuje się, że takich ludzi jest wiele, zaskakująco dużo. Ludzi, którzy nie chcą sobie pomóc.

 

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *