Niewolnicy własnego dżihadu

Rób wszystko co w twojej mocy, by wiarę swoją wzmocnić – tak moglibyśmy najprościej przetłumaczyć termin dżihad. Potocznie zaś, świat Zachodu przez dżihad rozumie “świętą wojnę” – walkę zbrojną w obronie wiary. Walkę z niewiernym, czyli wszystkimi, którzy wyznają religię inną od islamskiej. Fanatyk, walkę z “szatanem” grasującym w jego umyśle, przenosi na każdego, kto ma w swojej głowie inny niż jego światopogląd. I w tym znaczeniu dżihad pozostanie w treści poniższego tekstu.

Świat fanatyków religijnych jest jednym z największych zagrożeń dla świata. Fanatyzm bez przerwy porównuje, krytykuje i dzieli, wypacza i zniewala. Fanatyzm jest wygodny, bo zwalnia z myślenia. Dla dżihadysty źli i niebezpieczni są innowiercy. Oni są Szatanem. W imię wiary mile widziane jest zabijać i ginąć. Taka śmierć, to najpiękniejsza ofiara, za którą czeka w “niebie” najpiękniejsza nagroda.

Święta wojna ma się dobrze wszędzie. Dżihad siedzi w głowie każdego z nas. Zaczyna się od walki na słowa, na argumenty. Kto kogo pokona, kto kogo zapędzi w kozi róg. Kto kogo bardziej ośmieszy, zbeszta, opluje. Znasz takie wpisy na portalach społecznościowych: “Zobacz jak Iks zmasakrował Igreka”…? Oczywiście wyznawcy Igreka uważają dokładnie na odwrót. Walka na słowa przenosi się dalej na walkę uliczną: “Razem obrobimy Polskę”, czy jakoś tak podobnie niedawno słyszałem. Zatem jedna demonstracja przeciwko drugiej. Kolejna walka dotyczy tych, którzy wygrali wybory z tymi, którzy wybory przegrali. Toczy się ona dalej na Wiejskiej (czy Wsiowej, według pewnego przedszkolaka), toczy się ona w paragrafach i ustawach, w studiach radiowych i telewizyjnych. Dżihad ma dalej miejsce na stadionach piłkarskich, w miejscach pracy i przy stołach wigilijnych, które zamiast łączyć – dzielą.

Zasady walki odkrywamy już w piaskownicy: “ja zrobiłem większą kupkę od twojej”, “a za to mój tatuś jest fajniejszy od twojego”. Rodzice dzielnie wspierają swoje pociechy w tym temacie: “Kowalski potrafi napisać kartkówkę na piątkę, a ty zakuta pało, nie”? Dziadkowie kultywują międzypokoleniowe tradycje: “pamiętaj wnusiu, że największym wrogiem Polski jest, była i zawsze będzie Rosja i rodzina Nowaków”! Nauczyciele, jak pamiętasz też nie są gorsi w te klocki, faworyzując jednych uczniów i niszcząc innych (tych niegrzecznych i niepokornych) rozkręcają karuzelę wrogości i rywalizacji. Kim ja właściwie jestem? – pyta siebie zagubiony nastolatek… Potem trafia do korporacji, gdzie poznaje jej religię, przepraszam – filozofię – i ustawiany na bieżni rusza do “wyścigu szczurów”…

Na marginesie, to perfidne stwierdzenie: “wyścig szczurów”. Rywalizacja jest wymysłem człowieka. Kto lepszy, szybszy, większy, bogatszy, mądrzejszy, piękniejszy. Kto lepszą szkołę skończył, kto ma lepszy samochód, kto przebiegł dalej, kto więcej wypił, przegrał w karty, zaliczył numerków, wycisnął na siłowni itd. Pracownik tygodnia, miesiąca, roku… Walka o premię, stołek, zaszczyt, poklepanie po plecach przez prezesa. Gram amatorsko w tenisa, wcale nie rzadko jestem świadkiem jak o jedną sporną piłkę na korcie grający potrafią się kłócić i obrażać… Głupi punkt wte, czy wewte… Rywalizacja, którą nam się zaszczepia od dziecka uczy wrogości do ludzi i czyni wszystkich innych odpowiedzialnymi za nasze samopoczucie. A szczury się nie ścigają, nie podkopują pod sobą dołków, nie plotkują, szczury są fantastycznie zorganizowane, genialnie potrafią współpracować, nie zagryzają się nawzajem dla zaszczytów, czują ze sobą silną więź. Nie ma więc czegoś takiego jak “wyścig szczurów”, jest “wyścig zniewolonych, ogłupiałych ludzi”!

I tak z różnych ambon perswadują nam w co mamy wierzyć, co mamy myśleć, co robić i jak się ubierać. Gdybyś tak przypadkiem Przyjacielu urodził się w np. w Iranie, to byś najprawdopodobniej był muzułmaninem i Polska najprawdopodobniej byłaby na liście Twoich wrogów. A może, w obronie Allaha, obwieszony materiałami wybuchowymi wchodziłbyś teraz do restauracji w Paryżu… Tylko przez inne miejsce urodzenia, punkcik na mapie! A Ty, chcesz może, by królem Polski został Jezus, albo pozamykałbyś wszystkich gejów i wegetarian? A może jesteś właśnie wegetarianinem i pozamykałbyś wszystkich, którzy w niedzielę jedzą zwykle rosół i schabowego?…

Bo dżihad równie dobrze, jak w umyśle fanatyka islamskiego, może zagnieździć się w umyśle wyznawcy dowolnej religii, zwolennika partii politycznej, fana klubu piłkarskiego, pracownika korporacji czy praktykującego jedynie właściwą dietę. Każde przekonanie, które zwraca jednego człowieka przeciwko drugiemu i które stawia jednego człowieka przed drugim jest chore. Dżihad bazujący na religii jest ze wszystkich przekonań najgorszy, najbardziej niebezpieczny. W milionach wyznawców łatwo znaleźć tych najbardziej podatnych, nie potrafiących samodzielnie myśleć. Skoro inni potrafili zasugerować im model świata, któremu bez szemrania poddali się, to inni mogą także z powodzeniem sterować ich myśleniem. Oślepić i zniewolić. Odpowiednio mocno zakorzenić przekonanie walki w słusznej sprawie, to podstawa szkolenia każdego żołnierza, on już nie będzie zastanawiał się, nie popełni głębszej refleksji, będzie działał automatycznie – zgodnie z zaaplikowanym mu schematem myślenia, programem, który nazywa się “święta wojna”. Stanie się sprawnym, oddanym i gotowym do działania mięsem armatnim, stanie się posłusznym niewolnikiem.

Dobrze może jest od czasu do czasu zatrzymać się – STOP! – i zweryfikować swoje przekonania. Dlaczego właśnie tak uważam? Dlaczego akurat w to wierzę? Skąd wzięło mi się to przekonanie? Czy to jest moje czy może cudze? Czy ta myśl pozwala mi realizować się w harmonii ze sobą?… Jeśli coś wypływa za mnie naturalnie, swobodnie, jest moje, w zgodzie z moim sercem i duszą, nie muszę z nikim walczyć, nie muszę nikomu niczego udowadniać, nikogo przekonywać, nawracać, uszczęśliwiać, z nikim rywalizować… Zwłaszcza, że na głębszym poziomie refleksji szybko dochodzimy do wniosku, że wszyscy razem tworzymy jedno – co robisz komuś robisz sobie, walka jest absurdem i autoagresją. Bądź wolny od cudzych dogmatów, wyrzuć dżihad z głowy, zaprzestań swojej świętej wojny, zobacz, przecież tak naprawdę ona skierowana jest właśnie przeciwko Tobie… I nie daj się nabrać, że w Niebie czeka nagroda, tylu wspaniałych rockmenów odeszło z tego świata, Tam już nie ma żadnych dziewic!

7 Komentarzy

  1. kystyna

    Pierwszy artykuł jaki dzisiaj czytam. Sprowokował, aby moje myśli poszły w kierunku zastanowienia się – ile jeszcze we mnie jest “świętej wojny”?
    Dziękuję!

    Odpowiedz
    1. Marian (Autor postu)

      🙂

      Odpowiedz
  2. Alicja

    Marian, uświadomiłeś ze mam jeszcze cos do zrobienia. Dziekuje

    Odpowiedz
    1. Marian (Autor postu)

      🙂

      Odpowiedz
  3. nocny grajek

    Jak zwykle w punkt.
    Chciałbym, żeby możliwe było to, co w ostatnim akapicie. Niestety, postawa fanatyczna wyklucza się nawzajem z głębszą samoświadomością. Jest niemożliwa w przypadku kogoś zakorzenionego w “tu i teraz” i potrafiącego wyjść poza siebie i siebie obserwować. A w jaki sposób dla fanatyka jakiejkolwiek “gotowej” ideologii samoświadomość może stać się atrakcyjna? Ludzie w ten sposób myślący raczej nie czytają Twojego bloga. 🙂 Czarno to widzę, ale może jednak są tacy, którzy na chwilę stracili ze sobą kontakt, tak jak każdy go traci (może nawet czasem i mistrzowie zen :)), a Twój wpis będzie dla nich sygnałem “Uwaga!”.

    Odpowiedz
  4. Justyna

    Daje do myślenia. Bardzo mądre słowa. Marianie uwielbiam Twoje przemyślenia w postaci artykułów.

    Odpowiedz
    1. Marian (Autor postu)

      🙂

      Odpowiedz

Pozostaw odpowiedź Marian Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *