Przywiązanie wrogiem zmiany

 

Boimy się zmiany, nawet na lepsze – stwierdził już dawno temu Ignacy Józef Kraszewski. Lęk przed zmianą obezwładnia i paraliżuje, zarówno ciało jak i umysł. Dlatego tak łatwo i szybko przywiązujemy się do tego co jest. Przez lata, a może nawet przez całe życie robimy wszystko, by utrzymać status quo. Myśl o zmianie kojarzy nam się z cierpieniem i zagrożeniem. Zatem przywiązanie chroni nasz grajdołek, nasze dobre samopoczucie.

Umysł, który panikuje przed jakąkolwiek zmianą, działa szybko – natychmiast wyłącza myślenie i odwraca kota ogonem, nazywając to co racjonalne – irracjonalnym, to co intuicyjne – idiotycznym. Nie ma gdzie uciekać, przecież właśnie jesteśmy w strefie komfortu i bezpieczeństwa, najlepszą obroną status quo staje się rzecz jasna atak.

W poprzednim wpisie Hżanić to! zaproponowałem niewielką zmianę – ułatwienie ortografii, a mianowicie napisałem:

Kochani rodacy, nastał już wielki czas, by pomyśleć o zmianie zasad pisowni, o uproszczeniu polskiej ortografii. Proponuję, by pozbyć się następujących znaków: rzóch. Niech zostaną tylko jedno ż, jedno u i jedno h.

Dałem linka na Facebooku i zaczęła się dyskusja. Jak podejrzewamy najgłośniej odezwała się protestująca sfera komfortu: “nie można zmieniać historii języka”, “edukacja w Polsce i tak jest już na słabym poziomie”, “język polski jest piękny”, “kochamy ortografię”, “dlaczego ułatwiać obcokrajowcom naukę języka polskiego skoro my też musimy męczyć się ucząc ich języków”? itd. Jednym ze sprawdzonych i ulubionych technik ataku jest ośmieszanie, a więc zobaczyliśmy jak durnie wyglądają niektóre wyrazy po takiej zmianie (i nieważne, że dotyczy to tylko nas, którzy przywiązaliśmy się do takiej pisowni, a nie tych, którzy będą się dopiero jej uczyć).

Ale wyłączmy na chwilę nasze emocje związane z moją propozycją i zastanówmy się: czym jest pisownia? – Otóż pisownia, to znaki graficzne pomagające nam zapisać słowa, które wypowiadamy. Po co to robimy? – By móc dane słowa odtworzyć. Weźmy słowo “kwiat”, każdą kolejną głoskę: “k”, “w”, “i”, “a”, “t” zapisuję właśnie tymi znakami, równie dobrze mógłbym zapisać te 5 głosek dowolnymi innymi 5 znakami np.: “s”, “g”, “!”, “&”, “e”. Pisownia to kwestia naszej umowy. Tylko i wyłącznie. Możemy nauczyć się języka migowego, albo zapisać słowa nagrywając je na dyktafon, czyli bez pisemnych znaków graficznych i wtedy problem ortografii nie istnieje. Bo liczy się sam przekaz, a nie zapis, zapis jest wtórny, zapis ma być czytelny i zrozumiały.

W poprzednim wpisie zwracam uwagę na to, że według mnie w przypadku kilku głosek niepotrzebnie używamy po dwa różne znaki do ich zapisywania, np. “ż” i “rz”. W takich przypadkach funkcjonują opracowane zasady kiedy piszemy ten znak, a kiedy tamten i jeszcze – mało tego – w jakich przypadkach występują wyjątki – odstępstwa od zasad i należy zasadę pominąć. Zasady musimy znać i o nich pamiętać i wyjątki także. Gdyby był jeden znak, np. “ż”, przypisany do jednej głoski – nie musielibyśmy pisowni tej głoski obwarowywać żadnymi zasadami i odstępstwami, bo zawsze byłoby tylko “ż”.

Przecież możemy zmieniać – ułatwiać pisownię, a nawet powinniśmy to robić, dzięki czemu wyczyścimy ją ze zbędnych naleciałości i pomożemy sobie w łatwiejszym, prostszym zapisywaniu powstałych w myślach słów. Jednakże przywiązanie jest wrogiem zmiany. Umysł podsuwa irracjonalne argumenty o utracie piękna naszej swojskiej ortografii, okropności nowej, pomaganiu cudzoziemcom i in. Zajmując ciebie obroną starej pisowni umysł piecze jeszcze jedną pieczeń na tym ogniu. Odwraca uwagę od tego co dla niego najważniejsze – od procesu myślenia. Masz mu nie przeszkadzać! Jeśli już raz kiedyś z jakimś sposobem myślenia związałeś się i jakoś żyjesz, jakoś funkcjonujesz, a nawet masz piękne momenty szczęśliwości, znaczy, że nie ma potrzeby nic zmieniać! Umysł będzie stawał na głowie, by to uzasadnić i cię powstrzymać. Zmiana jest męczeniem umysłu. Zmiana jest niewygodna. Zmiana może być niebezpieczna…

Przywiązanie jest wrogiem zmiany. Jak mocno potrafimy się z czymś związać i przez to z tym identyfikować, poznajemy w takich momentach jak np. myśl o zmianie pracy, o opuszczeniu toksycznego związku, o zmianie nawyków żywieniowych, o innym sposobie wychowywania dzieci itp. Mechanizm przywiązania powoduje cierpienie mówią mistrzowie medytacji. Uzależniamy się od osób, od rzeczy świata zewnętrznego, a nie zauważamy swojego wnętrza. Zasady i reguły mają nam ułatwić bycie razem, ułatwić komunikację i współpracę, poprawić jakość wspólnego życia i wzajemne zrozumienie, współodczuwanie, cierpliwość, szacunek. Tych zasad uczmy się i z tymi zasadami wiążmy się jak najmocniej. A miejmy siłę i odwagę rozpinać łańcuchy wiążące nas ze wszystkim co niepotrzebne.

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *