Zaufać do końca mimo wszystko

Zaufać do końca – powiedziała Irena, a w jej głosie wyczułem pewną determinację i przejęcie. Irena jest w wieku emerytalnym. Los nie głaskał jej po głowie i nadal tego nie robi. Mąż odszedł od niej kilka lat po ślubie, dziecko urodziło się z dysfunkcją umysłową, musi radzić sobie w życiu sama. Do dziś prowadzi własną działalność gospodarczą, bo emerytura nie wystarcza, a jednocześnie pomaga jeszcze innym, jakby jej problemów było mało. – Zaufać do końca, to jedno co ostatnio najczęściej kołacze mi się w myślach – mówi. – Tyle już razy wątpiłam, czy wytrzymam, czy przetrwam… Mimo chorób, mimo strasznych przeciwności losu, w ostatnim momencie zawsze przychodziła pomoc. Tak zupełnie znienacka. Jakby ktoś nade mną czuwał, troszczył się o mnie i nie pozwalał bym padła. Wiem, że mam mu zaufać, jednak lęk co rusz pojawia się, czuję się wyczerpana i zapominam, by ufać, by zaufać do końca choćby nie wiem co!…

zaufanie

Jej twarz jest pełna zmarszczek bólu i cierpienia, jednak więcej jest wśród nich tych jasnych, słonecznych, bo często uśmiecha się i to jest wtedy tak, jakby uśmiechało się do ciebie życie, prawdziwe życie obarczone wielkim bagażem doświadczeń i wielką mądrością. Czyli jednak uśmiech i optymizm? – pytam. – Właśnie tak, chociaż nie raz zdawało się, że nie ma już dla mnie żadnej nadziei, żadnego sensu i ogarniała mnie czarna rozpacz. Trzeba zaufać Bogu-Wszechświatowi do końca, trzeba przestać się bać. – Ale jak się nie bać? – pytam dalej. – Najlepszym antidotum na lęk jest miłość, miłość do siebie, do ludzi, do życia… a dalej wiara w siebie, we własne siły, w ten skryty gdzieś głęboko w nas niewyczerpalny potencjał. To niewiarygodne ile jesteśmy w stanie wykrzesać z siebie energii jeśli tylko w coś uwierzymy! I, o dziwo, kiedy jesteśmy już przekonani, że jakoś sobie poradzimy, że znajdziemy wyjście z sytuacji chociaż nie wiemy jeszcze jak, to wówczas to Coś, co jest od nas większe, tak jakby w nagrodę za tę wiarę i zaufanie – pomaga nam i dzieje się cud. Cud miłości, wiary i zaufania. Trzeba nauczyć się tej ufności. Jeśli jedna lekcja to za mało, masz – proszę – następną i następną… A im zaufanie większe, tym przerwy między lekcjami dłuższe. Naszą naturą jest radość, a ona wypływa prosto z zaufania. Dlatego wybieram jednak optymizm życiowy, a nie pesymizm. Jeśli w twoim sercu zamieszka ufność, to dziękuj jej za tę obecność jak najczęściej, bo masz w sobie olbrzymi skarb – dopuszczasz do harmonii ze Wszechświatem, łączysz się z Nim, a jeśli Bóg z tobą, to kto przeciwko?… Zatem zrób sobie prezent na całe życie: zaufaj Mu do końca mimo wszystko. A może na początek zaufaj sobie.

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *